Statystyki strony

Skok z szybowca


Chyba każdemu początkującemu szybownikowi kołata się taka myśl w głowie: co by było gdyby doszło w powietrzu do sytuacji zagrażającej życiu lub mówiąc wprost: sytuacji totalnie beznadziejnej, w której liczy się każda sekunda i nie ma specjalnie czasu na myślenie. Napiszę więcej – zapewne każdy nawet doświadczony pilot szybowca czasem o tym myśli. Kilkudziesięcioletnie doświadczenie w lataniu szybowcem może nie ustrzec pilota przed usterką samej maszyny co niestety potwierdza wiele wypadków, w których ginęli świetni piloci – wiedza i umiejętność pilotażu nie uratowały im życia. Co dopiero ma powiedzieć „świeży” szybownik zaraz po kursie podstawowym czy nawet w trakcie jego trwania?

Zagadnienie skakania ze spadochronem pojawia się na przede wszystkim na szkoleniu teoretycznym (przedmiot „Ogólne bezpieczeństwo lotów”) oraz tuż przed pierwszymi lotami szkoleniowymi. Potem temat stopniowo zanika i w zasadzie jedynie od instruktora, z którym uczymy się latać zależy czy dowiemy się jeszcze czegokolwiek o skakaniu z szybowca. Kiedyś skoki ze spadochronem były obowiązkowym punktem szkolenia szybowcowego zanim jeszcze zaczęło się samemu latać. Obecnie zapewne z wielu różnych względów – również tych finansowych – nie ma w programie szkolenia skoków nad czym niestety osobiście ubolewam. Oczywiście można powiedzieć, że mogę skoki odbyć poza szkoleniem: w tandemie z instruktorem płacąc za pojedynczy skok lub odbyć osobne szkolenie i skoczyć samemu. Po pierwsze to niestety niemały koszt dodatkowy, po drugie – nie ma już takiej motywacji skoro przyjęło się, że to „nie przyda się” w szybownictwie.

A tymczasem chcąc nie chcąc pojawia się strach, za każdym razem gdy o tym myślę. Ktoś kiedyś ładnie powiedział, że gdyby przestał się całkowicie bać latania to wolałby przestać latać przynajmniej na jakiś czas aby znów nabrać dystansu i pokory do natury – w końcu „gdyby Bóg chciał, żeby człowiek latał dałby mu skrzydła (…)”. Dlatego czasem się boję, ale nie pozwalam na to, by strach paraliżował. Gdy siedzę w kabinie szybowca tuż przed startem i przyjdzie taka obawa to staram się myśleć o czynnościach, które muszę wykonać – jakby co… owiewka, pasy, nogi na siedzenie i skok za burtę. Kilka „prostych” czynności – „prostych” bo udało mi się je wykonać w 4-5 sekund w warunkach idealnych, na ziemi, w szybowcu stojącym nieruchomo, bez stresu, bez przeciążeń…

Nie ma się co oszukiwać – na szkoleniu za wyciągarką (do 300m) spadochron się specjalnie nie przyda. W razie korka, przepadnięcia czy usterki szybowca tę wysokość traci się bardzo szybko i zanim się zorientujemy o niebezpieczeństwie będziemy już na ziemi. Ktoś powie: „przecież istnieją metody skakania np. ze zrywu”. No tak, tyle że to metoda skuteczna w przypadku gdy szybowiec leci jeszcze poziomo lub jest w pewnym stopniu sterowalny co pozwala na częściowe opanowanie sytuacji. To przypadek możliwy, ale dalej wyidealizowany. Mój instruktor zapytany o taką sytuację powiedział, że próbowałby lądować nie opuszczając szybowca.

Zatem czy w jakiejś innej sytuacji prócz takiej bliskiej warunkom idealnym jesteśmy w stanie wyskoczyć? Co może stanowić główny problem, w tym aby się uratować? Paraliżujący strach i stres, zbyt duże przeciążenie wciskające w fotel, zbyt mało czasu, zbyt nisko… Niestety – statystyki z badań lotniczych wypadków z udziałem szybowców są bezlitosne: szanse na uratowanie się są bliskie zeru. Ostatni głośny wypadek podczas zawodów w Lesznie odbywających się w sierpniu 2011 roku niestety jest tego potwierdzeniem. Uszkodzony szybowiec runął na ziemię, bardzo młody pilot niestety zginął. Badania katastrofy wykazały, że owiewka została odrzucona przed uderzeniem w ziemię zatem pilot próbował skakać.

Na koniec – w celu poprawienia nastroju Czytelnika – polecam obejrzeć film z katastrofy szybowca podczas zawodów. „Polecam”, bo cała sytuacja skończyła się bardzo szczęśliwie i pilot wyszedł bez szwanku. Powód incydentu? Wygląda na przeciążenie konstrukcji szybowca, co doprowadziło do… oderwania skrzydła. Przykre jest jednak to, że gdyby nie specjalny spadochron pilot zapewne już by nie żył. Zbyt mała wysokość i obracający się kadłub z jednym skrzydłem uniemożliwiłby skok.

W tej sytuacji w naturalny sposób nasuwa się pytanie – czy koszt takiego spadochronu jest naprawdę aż tak duży, że nie montuje się go w polskich szybowcach szkoleniowych?

Pozdrawiam serdecznie!


2 komentarzy on “Skok z szybowca”

  1. Julia pisze:

    Moim zdaniem to dobrze, że kiedyś ludzie mieli obowiązkowe szkolenie skoku ze spadochronem. Tak na prawde nigdy nie wiadomo co się stanie, a może to uratować nam życie.

    • Michał pisze:

      Dokładnie! Szkoda, że teraz trzeba niestety osobno zapłacić za szkolenie spadochronowe, żeby w ogóle móc poczuć jak to jest. Wiadomo, że mało kto z szybowników z własnej woli pójdzie na takie szkolenie, żeby potem wiedzieć jak skakać, każdy liczy, że mu się to nie przyda, a w sytuacji krytycznej przypuszczam, że stres jest taki, że ciężko mimo wszystko skoczyć…


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s