Statystyki strony

Pracowity wtorek na lotnisku


Umówiliśmy się standardowo na 7:00. O godzinie 6:00 niestety – po całej nocy z opadami – stworzyła się mgła, zatem umówiliśmy się na 8:00. O godzinie 8:00 okazało się, że pułap chmur jest zbyt niski no i nici z latania. Trzeba było udać się do pracy…😉

O 13:00 telefon od instruktora, po południu ma być 3-4 godziny dobrej pogody, trzeba jechać! Godzina 14:00 – jesteśmy na lotnisku… we dwóch z podstawówki. Na szczęście zjawił się jeszcze starszy kolega z treningówki. Jest nas trzech. Trochę mało, ale skoro już tu jesteśmy to nie ma co narzekać. Jakoś damy radę.

Szybko przynieśliśmy spadochrony, akumulatory i wyciągnęliśmy aeroklubowego Żuka. Teraz pozostało „jedynie” wyciągnąć Bociana, który jak zwykle stoi na końcu hangaru co wiąże się z wyparkowaniem wszystkiego co stoi w hangarze. Wypchnęliśmy z „garażu” wszystko co było – Cessny, Zlina, Juniora, Rangera no i na końcu naszego Bociania. Teraz pozostało go podpiąć pod Żuka i kołujemy na start.

Po przeciągnięciu Bociana po nasiąkniętym wodą lotnisku przyszło nam postawić „kwadrat”. Ułożenie strzały, ogranicznika, literki T poszło szybko. Teraz tylko rozłożenie stolika, radio, antena, flaga. Z daleka widać, jak na drugi koniec pasa wjeżdża wyciągarka. Jest godzina 16:00 a nad Niepołomicami już burzowe chmury przesłaniają błękitne niebo. Trzeba się spieszyć.

Pierwszy Artur – 3 loty po 6 minut. Potem ja – udało się zrobić 2 loty po 5-6 minut. Zakręty 90 stopni idą mi nieźle, ale maska trochę za bardzo pod horyzont i nieco zbyt duże przechylenie na zakrętach – muszę o tym pamiętać. Drugi lot to już rozpoczęcie nauki startu i lądowania. Start nie wygląda na trudny. Bocian przy 90km/h sam się unosi, potem przy 100-110km/h wchodzimy na strome wznoszenie. Na ok. 300m wyczepienie i dalej już zakręty. Z lądowaniem już nie jest tak różowo tym bardziej, że nadchodzi burzowy front. Lądujemy w zasadzie bokiem z bocznym wiatrem od północnego-wschodu. Hamulce aerodynamiczne wyrywają się z ręki, więc trzeba użyć trochę siły, aby je wychylić. Na 3 metrach robimy załamanie – maska praktycznie równo z horyzontem i powoli (90km/h) opadamy na trawę. Hmm… lądowanie – każdy pilot to powie – proste nie jest, ale do nauczenia;)

Niestety na mój 3 lot już zbrakło czasu, podobnie jak na 3 kolejne loty kolegi z treningówki, który zabrał się już do domu. Burza z nad Niepołomic dochodzi już nad Pobiednik. Teraz trzeba się spieszyć ze składaniem kwadrata i ściągnąć Boćka do hangaru. Jest nas dwóch plus instruktor, ale teraz już nie ma na kogo czekać, trzeba się spieszyć. Pozostało jeszcze do wprowadzanie do hangaru kilka samolotów, które wcześniej wyciągnęliśmy. Już dawno się tak nie zmęczyłem:) Po 1-1,5h „sprzątania” pakujemy się do auta i w drogę do Krakowa. Po drodze łapie nas burza i potężna ulewa. Dojeżdżamy na 19:00 do domu.

Podsumowując: 13:30 wyjazd na lotnisko, 19:00 powrót. Konkluzja: na ponad 5-godzinny wyjazd na lotnisko przypadło 10 minut lotu szybowcem. To jest standard, nic nadzwyczajnego. Latanie wymaga przede wszystkim cierpliwości i dużo czasu..



Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s